Zarejestruj    Zaloguj    Dział    Szukaj    FAQ

Strona główna forum » Eksploracja » Inne » Reportaż z podróży




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 14 ] 
Autor Wiadomość
 Post Napisane: 12 lip 2018, o 14:28 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 21:24
Posty: 3021
Pochwały: 1
Do Albanii chcieliśmy się wybrać już od dawna, tylko ciągle coś stawało na przeszkodzie. Dlatego kiedy jesienią zeszłego roku nasz kolega powiedział, że montuje ekipę na to lato powiedzieliśmy sobie teraz albo nigdy… Przygotowania ruszyły początkiem tego roku i ani się obejrzeliśmy jak nadszedł czas wyjazdu.

Przed nami ponad 1200 km, więc przyjmujemy, że w pierwszy dzień musimy dotrzeć jak najdalej – jedziemy przez Słowację, Węgry, Chorwację i pod wieczór docieramy do Bośni. W okolice Doboj docieramy po 20.00, zaczyna się ściemniać a my jeździmy po jakiś zadupiach szukając kampingu-widma, o którym nawet miejscowi nic nie wiedzą. W końcu nie pozostaje nam nic innego jak poszukać jakiegoś hotelu w Doboj, co nie będzie proste - ekipa jest liczna, a na dodatek ma w składzie 2 pieski. Na szczęście jakoś się udaje, próbujemy jeszcze wyśmienitej Malvaziji i idziemy nyny.

Rano szybka kawusia w knajpce obok hotelu i ruszamy. Po minięciu Sarajewa zaczyna się malownicza trasa drogą wijącą się w kanonie. Szkoda, że zdjęcia nie potrafią tego oddać.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pogoda dopisuje, więc postanawiamy zatrzymać się na obiad nad jeziorem. Miejsce może niezbyt wygodne ale za to z widokami :mrgreen:

Obrazek

Stąd już niedaleko do granicy z Czarnogórą

Obrazek

Chyba wiemy skąd ta nazwa ;)

Obrazek

Droga przez góry prowadzi nas w kierunku Zatoki Kotorskiej – z daleka wygląda przepięknie, przy bliższym poznaniu wiele traci – ciasno, tłumnie, głośno i jarmarcznie…

Obrazek

Wleczemy się w korkach marząc o pustej plaży i wypatrując jakiegoś kampingu. W końcu jest! Z dala od tego całego zgiełku. I tuż nad plażą!
Rano zdążamy uskutecznić krótki spacer po plaży i znów w drogę.

Obrazek

Obrazek

Na granicy pan celnik życzy nam „dobrej drogi” i jesteśmy. W Albanii. Przed nami Góry Przeklęte. I pola lawendowe.

Obrazek

Wąska, jeszcze póki co asfaltowa droga, pnie się powoli w górę, za każdym zakrętem stając się coraz bardziej stromą. Widoki zapierają dech w piersiach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Asfalt i barierki kończą się na przełęczy – dalej już tylko wąska i kamienista droga nad kilkusetmetrową przepaścią… Staram się nie patrzeć w dół. Wiele emocji dostarczają mijanki z autami jadącymi z naprzeciwka – wydaje się, że koła zjeżdżają z drogi i zaraz osuniemy się w przepaść. A wystarczy jeden błąd i - jak to powiedział mój syn - „ jak będziemy lecieć w dół to tu jest tak wysoko, że jeszcze zdążymy sobie zrobić pożegnalne selfie i wysłać na fejsa” ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


(w tle skrócona historia „królowej górali” – Edith Durham, której pomnik widać na początkowych kadrach – zdjęć nie zdążyłam zrobić :mrgreen: )

Dojeżdżamy do Teth, znajdujemy fajne miejsce na obozowisko – dzisiaj wyjątkowo wcześnie. W pobliskiej knajpce próbujemy miejscowych specjałów – szczególnym wzięciem cieszy się „mazë” (?) – serowo-ziemniaczana masa zalana oliwą.
Niebo zaciąga się chmurami, ale mimo to ruszamy na zwiedzanie wioski – chcemy zobaczyć jedną z nielicznych zachowanych w Albanii wież chroniących przez prawem zemsty. Wioska jest niezwykle urokliwa, a wąska ścieżka między „ogródkami” prowadzi nas w kierunku, jak się nam początkowo wydaje, wieży. Wieża okazuje się być „muzeum etnografii”. Większość grupy udaje się w kierunku wodospadu, a my uparcie szukamy dalej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest! Miły pan w ichnim wdzianku i fajnej czapeczce zaprasza nas do środka. Co ciekawe nie chce od nas zapłaty mimo, iż na tablicy wyraźnie napisano, że wstęp trzeba płacić.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Oryginalny mostek ponoć zaznaczony na mapie jako most

Obrazek

Mijając kolejną knajpkę nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że to nie jest już niedostępna górska wioska, że powoli zaczyna wkradać się tu komercja i za dwa, trzy lata miłośnicy dzikich miejsc nie będą mieli już tu czego szukać – szkoda…

Obrazek

Wieczorem zaczyna padać. Leje całą noc.

Rano szybkie pakowanie i ruszamy w kierunku Szkodry – przed nami ponad 50 km do asfaltu. Dzisiaj wąskie drogi i przepaście już nie robią na nas takiego wrażenia – chyba się już powoli przywyczajamy… Mijamy zamieszkane i opuszczone budynki (chociaż nigdy nie można być pewnym czy te na pierwszy rzut oka opuszczone nie są zamieszkane) i oczywiście osiołki i kozy i konie. Z rzadka mijani ludzie machają do nas z uśmiechem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na obiad zatrzymujemy się na elegancko „wykoszonej” polance. Jak się chwile później okazało nie tylko nam przypadła do gustu ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dość często, zwłaszcza przy zakrętach mijamy tablice i krzyże z nazwiskami tych co czuli się na tej drodze zbyt pewnie – później na asfalcie będzie ich jeszcze więcej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

„zginęli w wypadku” – to musiał być busik, jak taki jeden co pędem mijał nas kiedy staliśmy

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po ponad 8 godzinach jazdy docieramy do Perkal, gdzie zaczyna się asfalt. Tu można trochę przyśpieszyć, chociaż zakręty nadal nam towarzyszą.

Obrazek

W Boks zatrzymujemy się na chwilę, aby obejrzeć XVIII-wieczny kamienny most MESIT na rzece Kir.

Obrazek

Potem pędzimy do Szkodry na kamping na którym mamy zanocować. Przejazd przez to miasto okazuje się być nie lada wyzwaniem – Albańczycy nie znają pojęcia prawa ruchu drogowego – każdy jeździ jak chce i gdzie chce. Pędzące pod prąd skuterki i rowery, auta znienacka wpychające się przed maskę, wyprzedzające na trzeciego czy czwartego, ronda na których panuje wolna amerykanka. Cały czas wszyscy na wszystkich trąbią – także po to, żebyśmy na nich spojrzeli bo właśnie nam machają. Z ulgą docieramy do kampingu…

Obrazek
Foto by Kamila M.

cdn.

_________________
MM


Góra 
 Zobacz profil GG  
 
 Post Napisane: 13 lip 2018, o 13:53 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 21:24
Posty: 3021
Pochwały: 1
Rano kierujemy się do Koman, skąd promem po ponad 2-godzinnym rejsie docieramy do Fierze. Rejs, jak rejs, chociaż wiele sobie po nim obiecywaliśmy – miały być piękne widoki i piękne zdjęcia – nie bez powodu jezioro Koman bywa określane mianem „albańskich fiordów”. Widoki były piękne, choć mogłyby być piękniejsze gdyby zaświeciło słońce, zdjęcia wyszły tak jak wyszły, a na dodatek straszliwie wiało :rotfl3: Na pokładzie zostali tylko najwytrwalsi.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zaczyna padać. Pakujemy się do aut i w drogę – dzisiaj tylko asfalt, chociaż bardzo kręty i „górzysty”. Raz po raz mijamy fajne opuszczone, niestety ekipa nie jest zainteresowana. Będzie powód, żeby tu kiedyś wrócić…

Obrazek

Obrazek

Po drodze podjazdy i zjazdy – całe szczęście, że nie ma upału, bo auta zagotowałyby się na bank. Zaczynamy czuć hamulce, dobrze, że już dojeżdżamy do autostrady. Czasu coraz mniej i już wiemy, że nie dotrzemy dzisiaj do plaży, gdzie mieliśmy zanocować. Trzeba znaleźć jakiś kamping w okolicach Kruje…

Rano jedziemy zwiedzić zamek. Droga prowadząca do niego jest oczywiście wąska i kręta, wciśnięta między domy i każdy nadjeżdżający z przeciwka samochód powoduje spore zamieszanie – trzeba cofać, przyklejać się do bram.

Obrazek

Obrazek

Sam zamek nie zachwyca, tym badziej, że jego centralna część to współczesna rekonstrukcja, w której mieści się muzeum. Odpuszczamy go i idziemy poszwędać się po murach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widoki stąd fajne, gdzieś czytałam, że Kruje potocznie nazywane jest „albańskim Krakowem”, ale jakoś nie mogę dopatrzyć się związku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wracamy na bazar, który wydaje się być znacznie ciekawszy. Oprócz masy typowych „wyciągaczy pieniędzy” zwanych pamiątkami jest tu też parę antykwariatów – w większości w stylu – „mydło szydło i powidło”. Jeden z nich nas zainteresował – sporo w nim ciekawych „eksponatów”, które można w spokoju obejrzeć, bo nikt nie nagabuje. Właściciel dyskretnie nas obserwuje i podchodzi tylko wtedy, kiedy widzi, że coś zwróciło naszą uwagę, pozwala zrobić fotkę ponoć oryginalnej sukni z przed 200 lat.

Obrazek

Natomiast sprzedawcy „pamiątek” nie odpuszczają, próbują nam wcisnąć różne badziewia, ze „srebną” biżuterią włącznie – zagadując nas po polsku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jarek oczywiście nie może się oprzeć, żeby nie kupić sobie albańskiej czapki filcowej, takiej jakie widywaliśmy na głowach ludzi mijanych w górach.

Obrazek

Życie lubi płatać figle, więc powyższe zdjęcie o mały włos nie okazało się ostatnim. Godzinę później, parędziesiąt kilometrów dalej, na skrzyżowaniu prowadzącym na autostradę jakiś Albańczyk nagle zaczyna trąbić próbując zajechać nam drogę. Jarek przyzwyczajony już do albańskiego stylu jazdy stara się mu to uniemożliwić, blokując możliwość przejazdu. Albańczyk otwiera okno i zaczyna coś się drzeć pokazując na nasze koło. Jarek zaczyna mieć wątpliwości co do zamiarów Albańczyka, więc patrzy na niego pytająco, a ten się drze „….. falling down! …. falling down!” (kropki to coś po albańsku). Stwierdzamy, że trzeba gdzieś zjechać i sprawdzić o co mu chodzi – na szczęście zaraz obok jest stacja. Krzyczymy na radyjku, że coś się stało. Zjeżdżamy.

Okazuje się, że Albańczyk widział jak wypada nam śruba z koła – trzecia…

Obrazek
Foto by Grzegorz K.

Chwila jazdy po autostradzie i kto wie jakby to się skończyło. Lecę poszukać śruby, a chłopaki sprawdzają koło. Przekręcają po jednej śrubie z przednich kół i dokładają tę, którą znalazłam – uff, na tylnych kołach mamy komplet. Wszyscy jeszcze profilaktycznie sprawdzają swoje śruby w kołach. Można jechać dalej.

Obrazek
Foto by Grzegorz K.

Nasz plan na ten dzień zakładał wizytę na lotnisku w Kucovej – w necie można znaleźć zdjęcia niezdatnych do lotu Migów – więc też chcieliśmy zobaczyć je na żywo. Niestety na miejscu, od strony drogi witają nas tabliczki pt. „Military Area. No entry”, więc próbujemy podjechać do migów od drugiej strony. Polnymi drogami dojeżdżamy do pasa startowego oddzielonego od drogi niskim ogrodzeniem z otwartą bramą. Z dala wygląda to zachęcająco, niestety po zbliżeniu dostrzegamy kolejną tabliczkę „millitary area, no entry, obiekt monitorowany”… Zastanawiamy się co robić dalej, w Polsce nie mielibyśmy problemu, ale tu, wiadomo. Wypatrujemy tych kamer, ale nic nie widać. Nagle pojawia się cywilny samochód, więc mamy nadzieję, że może jednak te tabliczki to tylko takie straszaki i będzie dało się przejechać. Po chwili okazuje się, że jednak myliliśmy się – z samochodu wyskakuje żołnierz z kałachem z dłoniach. Podchodzi do ogrodzenia i zamyka bramę patrząc groźnie w naszym kierunku. Ktoś próbuje go zagadać, ale gościu kręci głową i potrząsając kałachem wyraźnie daje nam do zrozumienia, że mamy stąd spadać. Zniechęceni zawracamy.

Zaczyna padać deszcz. Jedziemy do Berat.

cdn.

_________________
MM


Góra 
 Zobacz profil GG  
 
 Post Napisane: 16 lip 2018, o 15:43 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 21:24
Posty: 3021
Pochwały: 1
Berat – prześliczne miasto tysiąca okien wita nas - a jakże - deszczem ;) Błądzimy wśród wąskich i rozkopanych uliczek w poszukiwaniu hotelu, w którym mamy spać, a on stoi sobie spokojnie przy głównej :rotfl3:

Obrazek

Przestaje padać, wszyscy głodni, bo po drodze jakoś nie było miejsca i chęci na posiłek (jedno miejsce nad rzeką się nawet trafiło, tylko rzeka okazała się być prywatną :rotfl2: ), więc cel na teraz jest jeden – jakaś knajpka. Znajdujemy – całkiem klimatyczyna, tylko z właścicielem nie można się dogadać, a co byśmy nie spróbowali zamówić z karty to tego nie ma. Coś nam dzisiaj nie idzie… Dobrze, że chociaż piwo jest. Właściciel pokazuje, żebyśmy poszli za nim do kuchni – a w kuchni wyciąga wielką brytfannę z faszerowanymi czymś papryczkami, drugą z zapiekanymi warzywkami, trzecią z qoftą. Bierzemy! Jedzonko jest wyśmienite! Warto było. Tak dobrego już nigdzie nie znajdziemy. Na koniec, widząc nasze zadowolone miny przynosi jeszcze bukłaczek domowej raki. Też przepysznej. Humory nam się poprawiają i jesteśmy gotowi na nocne zwiedzanie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Berat o poranku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przed wyjazdem postanawiamy jeszcze zobaczyć średniowieczną twierdzę górującą nad miastem. W obrębie jej murów mieszka do dziś 10 rodzin.

Obrazek

Obrazek

Zapuszczamy się w urokliwe uliczki

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wejście do tajemniczego ogrodu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ruiny białego meczetu

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Oraz czerwonego

Obrazek

Praktycznie z każdej strony wzgórza można podziwiać przepiękne widoki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I tak można by jeszcze i jeszcze – te parę wieczornych i porannych godzin to zbyt mało aby wszystko zobaczyć. Niestety czas nagli – przed nami znowu góry oraz osmański most i gorące źródła w Benje.

Obrazek

Krótki przystanek przy kanionie rzeki Osumi.

Obrazek

Obrazek

W pewnym momencie kończy się asfalt, mimo, iż na mapie droga zaznaczona jest na żółto – w ekipie budzi to spory entuzjazm. Wjeżdżamy w góry zupełnie inne niż Góry Przeklęte – w naprawdę dzikie góry. Tak dzikie, że nie udało mi się ustalić nazwy pasma, wzdłuż którego jedziemy :mrgreen: Droga prowadzi z Lapanj, poprzez Raban, Frasher, Ogren i Gostivisht do Benje, gdzie mamy nadzieję zanocować.

Obrazek

Obrazek

Ciekawy rodzaj skały

Obrazek

Przystanek na podziwianie widoków

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Znów zaczyna padać, robi się błotniście, coraz bardziej błotniście. Jadące z nami Suzuki ma spore problemy, w pewnym momencie prawie staje w poprzek drogi.
Dojeżdżamy do Ogren. Na drodze stoi babcia i zaprasza nas na kawę, mówiąc, że dalej nie da się jechać („słuchajcie, ona coś pokazuje, że ta droga chyba nie bardzo, że mamy nią nie jechać”, „eee, może o pogodę jej chodzi, że ślisko”, „mamy tę drogę na mapie, musi dochodzić do źródeł”, jedziemy” ) Dziękujemy i śmiejąc się mówimy, że spoko, damy radę. Pani uśmiecha się i macha na pożegnanie. W „centrum” wioski pan na osiołku krzyczy coś do nas po albańsku – jedyne co rozumiemy to „bum, bum” i chyba pokazuje, że jak dalej pojedziemy to zrobimy rolkę bo tak ślisko i wąsko. Jedziemy dalej, pokonując niebezpieczny przechył na wąskiej drodze ("pewnie mu o to chodziło")

Obrazek

Obrazek

W końcu zatrzymuje nas pastuch machając rękami – i teraz już wiemy o co im wszystko chodziło – na skutek deszczów droga się obsunęła i nie da się dalej jechać – paręnaście kilometrów od celu…
Nie pozostaje nam nic innego jak nawrócić i jechać z powrotem. Mijamy babcie (czekała na nas skubana ;) ) uśmiechającą się z satysfakcją – „a nie mówiłam”, ale nadal zapraszającą nas na kawę. Zaczyna się ściemniać, zastanawiamy się, czy się nie rozbić gdzieś na łące. Ale ktoś rzuca – „A co będzie, jak się obsunie ta droga, którą tu przyjechaliśmy?” Jedziemy. Przed nami jeszcze jakieś 30 km górami.

Obrazek

Zjeżdżamy w niższe partie, gdzie już, jak się nam wydaje, bezpiecznie można się rozbić. Znajdujemy jakąś łąkę – niestety jest podmokła, jeden z samochodów się zakopuje…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A mi cały czas lata po głowie, że jadąc w tamtą stronę wyczytaliśmy na tablicy informacyjnej, że tutejsze okolice licznie zamieszkują niedźwiedzie i wilki... :rotfl2:
Zjeżdżamy jeszcze niżej – jest sucho, można się rozbijać… Rano okaże się, że w całkiem przyjemnych okolicznościach przyrody.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

_________________
MM


Góra 
 Zobacz profil GG  
 
 Post Napisane: 18 lip 2018, o 09:19 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 21:24
Posty: 3021
Pochwały: 1
Okazuje się, że znajdujemy się parę kilometrów od wioski Alipostivan, bardzo polecanej przez pracownika stacji, na której wczoraj tankowaliśmy paliwo – twierdził, że jest bardzo urokliwa i że koniecznie musimy ją zobaczyć. No to jedziemy. Na miejscu przekonujemy się jak bardzo różne bywa postrzeganie piękna. Odpicowany budynek wyglądający na „dom pielgrzyma” oraz położona nieopodal świątynia (?) od razu skojarzyły się nam z czymś na kształt ichniego Lichenia – masakra… Pan bacznie nas obserwujący, kiedy zbliżamy się do bramy prowadzącej do świątyni? Mauzoleum? Gdzie nie wolno wejść. Próbujemy znaleźć w necie jakieś informacje, ale nic nie ma. Dopiero w Polsce odkryjemy, że byliśmy w świętym miejscu bektaszytów – wyznawców odłamu islamu, uważanych przez innych mułzumanów za heretyków. Czyli jednaki byliśmy w albańskim „Licheniu”! :rotfl3:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

„dom pielgrzyma”

Obrazek

W oddali widać pasmo górskie, po szczytach którego będziemy jechać już za parę godzin.

Obrazek

Ruszamy

Obrazek

Obrazek

Przed nami gorące źródła i turecki most w Benja. Miejsce, do którego nie udało się dojechać wczoraj. Planujemy zrobić sobie dzisiaj luźniejszy dzień i zostać tu na noc. Na miejscu zastajemy kilka autokarów i masę ludzi. Jest 12.00. Zaczynamy się łamać… W międzyczasie co poniektórzy zażywają kąpieli w źródłach, inni próbują zrobić fotkę mostu bez pań i par w różnych pozach. Robi się leniwie… Za leniwie. Jemy obiad i decydujemy się pojechać przez góry na nocleg do Gjirokastry. Asfaltem jest nieco dalej chociaż szybciej, ale my lubimy takie wielogodzinne skróty :rotfl3:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wreszcie się udało!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wjeżdżamy w góry. Znów inne. Mozolnie pniemy się pod górę. Po ostrej wspinaczce droga prowadzi nas połoninami w bliżej nieokreślonym kierunku. Jest tak pięknie, że nam to nie przeszkadza. Ważne, że jest droga. Zmierzamy w kierunku szczytu zakrytego chmurami, próbując znaleźć jakieś odbicie. Mój syn pyta – „a nie moglibyśmy po prostu wjechać w te chmury? Tam musi być fajnie”.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Początkowo droga zakręca, by chwili powrócić i prowadzić prosto w kierunku szczytu. Ku wielkiej radości syna wjeżdżamy w chmurę. Robi się ciemno i zimno, zaczyna mocniej wiać. W pewnym momencie kończy się droga. Mgła gęstnieje. Kamienie robią się coraz większe, suzuki się wiesza… Kształty się rozmywają…

Obrazek

Obrazek
Foto by Jarosław S.

Obrazek

Decydujemy się zawrócić. Wydaje się, że jedziemy inną drogą. Znów zawracamy. Jest koło 20.00. Musimy jednak posłuchać aplikacji rejestrującej tracki. Bezbłędnie nas wyprowadza, pojawia się droga. A potem słońce. I możemy podziwiać przepiękny zachód.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zjeżdżamy na coś na kształt przełęczy, na łączkę, która idealnie nadaje się na obozowisko. Szybko rozkładamy namioty, bo im ciemniej tym zimniej. Rozpalamy ognisko, a po chwili pojawiają się gwiazdy.
Taaaaka dzisiaj była jazda :thumright:

Obrazek
Foto by Jarosław S.

A o poranku…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

…wpadają do nas niezapowiedziani goście :rotfl3:

Obrazek

Obrazek
Foto by Jarosław S.

Po konsultacjach nad mapami i telefonami - jedziemy do Gjirokastry. Asfaltem :mrgreen:

_________________
MM


Góra 
 Zobacz profil GG  
 
 Post Napisane: 18 lip 2018, o 17:30 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 31 maja 2009, o 16:15
Posty: 1669
Lokalizacja: Bielsko-Biała
Pochwały: 3
Imię: Asia
Przepiękne te zdjęcia drogi wśród połonin i tych chmur. Coś cudownego. W ogóle Wasze, jak i inne zdjęcia osób z tamtych górskich rejonów, są takie charakterystyczne i przejrzyste, jak robione na plaży.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 19 lip 2018, o 04:03 
Offline
Przyjaciel
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 wrz 2009, o 00:48
Posty: 3922
Lokalizacja: Będzin/Sosnowiec/Łeba
Pochwały: 1
Imię: Beata
Najbardziej urzekły mnie te ciasne uliczki, bajka! No i blond pies i dzieci bez internetu :jupi:

_________________
(...)po co kończysz to piwo? Masz karabin zamiast gitary!...JA, KIESZENIE PEŁNE CZEREŚNI!! Pidżama Porno.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 19 lip 2018, o 11:04 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 21:24
Posty: 3021
Pochwały: 1
Burza napisał(a):
Przepiękne te zdjęcia drogi wśród połonin i tych chmur. Coś cudownego. W ogóle Wasze, jak i inne zdjęcia osób z tamtych górskich rejonów, są takie charakterystyczne i przejrzyste, jak robione na plaży.

Dzięki :D . Myślę, że to kwestia klimatu i być może jednak znacznie czystszego powietrza niż w naszej części Europy.

klamerka napisał(a):
Najbardziej urzekły mnie te ciasne uliczki, bajka!

Tak, Berat miał swój klimat... podobnego nie udało nam się już znaleźć w Gjirokastrze, też wpisanej na listę UNESCO, nie wiem czy go tam już po prostu nie było, czy też nie mieliśmy czasu go znaleźć :mrgreen:

_________________
MM


Góra 
 Zobacz profil GG  
 
 Post Napisane: 23 lip 2018, o 20:13 
Offline
Przyjaciel
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 29 maja 2009, o 21:58
Posty: 3597
Lokalizacja: Jankowice
Pochwały: 1
Imię: Renata
Dołączam się do wielbicieli Beratu. Urzekły mnie Twoje zdjęcia. Usłyszałam zew gór.

Cytuj:
Droga przez góry prowadzi nas w kierunku Zatoki Kotorskiej – z daleka wygląda przepięknie, przy bliższym poznaniu wiele traci – ciasno, tłumnie, głośno i jarmarcznie…


Niestety, komercja dociera wszędzie. Kiedy byłam w Czarnogórze po raz pierwszy, była jeszcze taka dziewicza... W Peraście ani śladu turystów. Cisza zawieszona wśród pięknych, sypiących się budynków, nie zagospodarowane wybrzeże pełne potężnych głazów i ławice ryb. Jest szansa, że na górskie szlaki Albanii "nowe" tak szybko nie dotrze. Brak dobrych górskich dróg dokona skutecznej selekcji materiału ludzkiego :)

Cytuj:
Sam zamek nie zachwyca, tym badziej, że jego centralna część to współczesna rekonstrukcja, w której mieści się muzeum.


To właśnie Muzeum Skanderbega zaprojektowała córka dyktatora Pranvera Hoxha. Podobno słynnemu tatusiowi budynek nie spodobał się, więc nie przyjechał na jego otwarcie :)


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 26 lip 2018, o 15:09 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 21:24
Posty: 3021
Pochwały: 1
Myślę, że "zachodnie standardy" jeszcze dość długo będą omijać zarówno albańskie jak i czarnogórskie góry. Szkoda, że tak szybko pochłonęły wybrzeże. Ale cóż zrobić - taka chyba nieszczęsna kolej rzeczy...

Cytuj:
To właśnie Muzeum Skanderbega zaprojektowała córka dyktatora Pranvera Hoxha. Podobno słynnemu tatusiowi budynek nie spodobał się, więc nie przyjechał na jego otwarcie :)

I jakoś mu się nie dziwię ;)

_________________
MM


Góra 
 Zobacz profil GG  
 
 Post Napisane: 26 lip 2018, o 15:18 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 21:24
Posty: 3021
Pochwały: 1
Z żalem zjeżdżamy z gór, kontemplując widoki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mijamy niedostępne (chyba) ruiny twierdzy.

Obrazek

Jadąc wczoraj asfaltem wypatrywaliśmy pewnego słynnego przydrożnego złomowiska - według posiadanych informacji miało ono znajdować się przy drodze do Permet. Ponieważ do wjazdu w góry nie trafiliśmy na niego, wydawało się już, że ominie nas kolejna atrakcja. A dziś niespodzianka – jest przy drodze do Gjirokastry :rotfl2:
Z radością wyciągamy aparaty, idziemy robić zdjęcia, a tu wylatuje jakiś gościu w mundurze, że nie wolno robić zdjęć. Cóż nam pozostało – oddalić się trochę i robić fotki z ukrycia :mrgreen:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Do Gjirokastry dojeżdżamy dość wcześnie, więc jest czas na zwiedzanie oraz degustacje miejscowych potraw. W planie mamy ruiny twierdzy. W grubych murach panuje przyjemny chłodek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I na dodatek mają fajne eksponaty ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gjirokastra jest nazywana ”miastem srebrnych dachów” i z murów twierdzy doskonale widać dlaczego.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ale mimo wszystko jakoś Berat mi się bardziej podobał…

Wieczorem kombinujemy, jak by tu jechać w kierunku morza, żeby jeszcze zaliczyć jakiś górski ofrołdzik, ale bezlitosna mapa nie chce współpracować - wskazuje tylko asfalt :( W ramach rekompensaty jednogłośnie rezygnujemy z Sarandy na rzecz dwu dni nieprzerwanego plażingu na ponoć jeszcze dzikiej Gjipe.

Po drodze zahaczamy o Syri i Kalter zwanym Blue Eye – gdzie doznajemy nieprzyjemnego zderzenia z tłumami – w sporej większości polskimi, co oznacza, że Saranda już blisko i utwierdza nas w słuszności podjętej decyzji o jej ominięciu. Tłumy kłębią się przy barierkach i na platformie zasłaniając widok na źródło. Zrobienie jakiegoś sensownego zdjęcia graniczy z cudem. Chyba pooglądamy je sobie w necie – zwłaszcza, że na fotkach wygląda zdecydowanie lepiej niż tu, na żywo…

Obrazek

Przed nami morze. Mijamy Porto Palermo, czyli fort i opuszczony port dla ubotów, obiecując sobie jutro tu wrócić.

Obrazek

Obrazek

Mijamy kolejne bardziej lub mniej zatłoczone plaże i wreszcie jest – zjazd na Gjipe. Trochę niepokoi nas elegancko wyasfaltowana droga z chodniczkami z kostki brukowej i latarniami – czy ona aby na pewno będzie dzika? Dojeżdżamy do parkingu, na którym stoi dość sporo aut. Dalej droga zwęża się, asfalt znika i pojawiają się ostre wystające kamienie – no tędy to już osobówka nie przejedzie – może nie będzie tak źle! Jedziemy stromo w dół i już wiemy, że jutro nie wyskoczymy do Porto Palermo… trzeba będzie urwać się wcześniej pojutrze.

Obrazek

Obrazek

Mijani od czasu do czasu zmęczeni i spoceni ludzie patrzą na nas z niechęcią. Wypatrujemy plaży. Jest. Parasolki też :face:

Obrazek

Obrazek

Jest i jakaś knajpka, ze dwa bary i eko kamping, na który nie wolno wjeżdżać samochodami. Rozbijamy się przed nim i idziemy się wykąpać. Plaża powoli pustoszeje, robi się coraz sympatyczniej. Z campingu dobiega muzyczka reggae, kręcą się młodzi ludzie w dredach w stanie wyższej świadomości. Zaczyna się nam tu coraz bardziej podobać.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rano jesteśmy już zachwyceni tym miejscem i panującym tu specyficznym klimatem, i nie mam tu na myśli słońca i upału :mrgreen: Od panów kręcących się po plaży można zakupić różne specyfiki po okazyjnej cenie. I mają tu całkiem dobre wino po raptem 100 leków za szklaneczkę ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest koło 12 a plaża nadal całkiem pusta… Osiągamy stan najwyższego lenistwa…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zapada zmrok i znów słychać sympatyczną muzyczkę…
Aż żal stąd wyjeżdżać…

c.d.n.

_________________
MM


Góra 
 Zobacz profil GG  
 
 Post Napisane: 4 wrz 2018, o 11:25 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 21:24
Posty: 3021
Pochwały: 1
Rano rozdzielamy się - część grupy zostaje na plaży jeszcze na parę godzin, a część jedzie do Porto Palermo – spróbujemy dostać się do portu oraz zwiedzić zamek.

Przed wyjazdem chcemy jeszcze zobaczyć kanion na tyłach plaży – żałując, że nie zrobiliśmy tego wczoraj, kiedy słońce świeciło od strony morza… Idziemy korytem wyschniętej rzeki strzeżonej przez dziwnego stworka chłonąc spokój i rozkoszując się porannym chłodem skał… Wygląda na to, że Gjipe skrywa w sobie jeszcze wiele tajemnic ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Czekając na samochód zjeżdżający w kierunku plaży zastanawiamy się, co będzie jeżeli spotkamy kolejny gdzieś tam w połowie drogi? Wyminąć się raczej nie da, a chętnych do cofania na takiej wąskiej drodze nie będzie... Pniemy się powoli w górę, wypatrując czy zza kolejnych zakrętów ktoś nie wyjeżdża. Wreszcie dojeżdżamy do asfaltu… Udało się! Nikt się nie napatoczył.
Ale nie ma nic za darmo – za bezproblemowy wyjazd trzeba zapłacić frycowe ;)

Obrazek

Obrazek

Sytuację udaje się w miarę szybko opanować i jedziemy. Do Porto Palermo. Nad morzem unosi się delikatna mgiełka.

Obrazek

Zajeżdżamy pod zamek. Obok niego plaża w otoczeniu różnych opuszczonych budyneczków i obleganych parasolek. A w zamku przyjemny chłodek i klimatyczne ciemne wnętrza z rzadka oświetlone światłem wpadającym przez małe okienka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Schładzamy się w morzu deliberując nad możliwościami dostania się do widocznej stąd opuszczonej bazy. Już wiemy, że brama na prowadzącej do niej drodze jest zamknięta, a budka strażnicza wygląda na nową i używaną. No i to „military area”. Znowu :face:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Bazę odpuszczamy i jako, że mamy już porę prawie obiadową, jedziemy do pobliskiego Himare – chcemy coś zjeść przed dalszą podróżą – dziś opuszczamy Albanię i jedziemy poplażować w Czarnogórze.

Obrazek

Obrazek

Ostatni rzut oka na kanion Gjipe.

Obrazek

I znów zjazdy i podjazdy, zapach palonych hamulców ciągnący się za mijanymi samochodami, i oczywiście przepiękne widoki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przejeżdżamy przez Wlorę, gdzie zaskakują nas zupełnie nie bałkańskie klimaty. I zdecydowanie nie nasze.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zapada zmrok. Docieramy do Szkodry, stąd już niedaleko do granicy. Mijamy kamping na którym spaliśmy na początku naszej przygody z Albanią ;) Po przekroczeniu granicy skręcamy w drogę przy której stoi „zakaz wjazdu”. Zapada lekka konsternacja, ale stwierdzamy, że skoro mijani przed chwilą policaje nie puścili się za nami w pościg to znaczy, że można jechać. Po chwili kończy się asfalt i zaczyna się jazda w tumanie kurzu. Kompletnie nic nie widać. Dojeżdżamy do zwężki z sygnalizacją świetlną. Zapala się zielone, ale zwężką w oddali powoli jedzie autobus. Zapala się czerwone, potem znów zielone. Autobus dalej jedzie… a za nim samochody… Co jest?! W końcu, kiedy po raz kolejny robi się zielone a z przeciwka wreszcie nic nie jedzie ruszamy. Dojeżdżamy do zakrętu, a tu jadący z naprzeciwka samochód… Przecież ma czerwone! Dostaje ledem po oczach i chcąc nie chcąc musi się wycofać. Trochę mu to trwa bo z jednej strony skała a z drugiej głębokie wykopy. Jedziemy dalej!
Całe szczęście, że mimo późnej pory kamping jest otwarty. Trochę czasu zajmuje nam znalezienie jakiegokolwiek miejsca na rozłożenie obozowiska, ale najgorszego odkrycia dokonamy dopiero rano. Otaczają nas sami Niemcy :rotfl3:

Przed nami cały dzień leniuchowania, a pojutrze znów w drogę.

Obrazek

Obrazek
Foto by Jarosław S.

Mamy do przejechania Czarnogórę, Bośnię i kawałek Chorwacji – planujemy zanocować w Osijeku. Za Pluzine droga zaczyna się wić wzdłuż rzeki do złudzenia przypominającej tę którą płynęliśmy promem w Albanii.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Bośnia wita nas minami :D

Obrazek

Do granicy z Chorwacją docieramy już po zmroku. Do Osijeku koło północy. Zaczynamy szukać jakiegoś noclegu. Pada na hotel w centrum miasta – dwie gwiazdki za jedyne 68 EUR za pokój. Jesteśmy na tyle zmęczeni, że nie dziwi nas zupełnie pusty parking na tyłach hotelu. Sam hotel, no cóż… coś jakby połączenie lat trzydziestych z siedemdziesiątymi, ale za to wi-fi jest ;) Wracamy się do samochodu po kosmetyki. A tam bruk jakby się rusza… Szybko otwieramy samochód, żeby sięgnąć po latarki. Patrzymy z niedowierzaniem na chmary dużych czarnych robali biegających tam i z powrotem. Karaluchy? :shock: Jarek przestawia samochód w bezpieczne miejsce i szybko wracamy do hotelu, dostrzegając kolejne biegające po korytarzu. Wołamy recepcjonistkę. A ta spokojnie „że zgadza się, faktycznie mają problem z karaluchami, ale w hotelu na pewno ich nie ma”. Patrzę na nią jak na kosmitkę „Chyba Pani żartuje”. Biegniemy do reszty ekipy, też postanawiają się ewakuować. Jedziemy dalej. Mamy takie ciśnienie, że kawa nam niepotrzebna.
Tuż przed samą granicą znajdujemy hotel co prawda w podobnej cenie, ale za to czterogwiazdkowy i bez karaluchów! Jest po drugiej.

Do Polski już niedaleko – trzeba tylko przeskoczyć Węgry i Słowację i jesteśmy!

Obrazek

Wakacje naszych marzeń za nami. Pełne wrażeń, przygód, ciekawych i pięknych miejsc. Ale co najważniejsze fajnego klimatu tworzonego przez całą ekipę. Dziękujemy. Kasi i Jarkowi, Magdzie i Irkowi, Reni i Grzegorzowi, Kamili i Tomkowi oraz Monice i Mariuszowi.

_________________
MM


Góra 
 Zobacz profil GG  
 
 Post Napisane: 5 wrz 2018, o 05:30 
Offline
Przyjaciel
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 31 maja 2009, o 21:36
Posty: 5491
Lokalizacja: Chorzów/Hajduki
Pochwały: 1
Imię: Henryk.
Podróż życia dobiegła końca,

_________________
"Jestem śląskie dziecko i Ślązakiem zginę.Kocham śląską ziemię i śląską krainę....."
Juliusz Ligoń.

[*] http://www.youtube.com/watch?v=4Fx4mshinO0 [*]


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 5 wrz 2018, o 13:08 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 21:24
Posty: 3021
Pochwały: 1
No niestety. Wszystko co fajne szybko się kończy.
I trzeba sobie wymyślić znowu coś fajnego - w przyszłym roku wracamy na Bałkany - tym razem do Bośni, a za dwa lata - kto wie - może znów odwiedzimy Albanię? W końcu zostało tam tyle miejsc, których nie zdążyliśmy zobaczyć...

_________________
MM


Góra 
 Zobacz profil GG  
 
 Post Napisane: 5 wrz 2018, o 16:21 
Offline
Przyjaciel
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 31 maja 2009, o 21:36
Posty: 5491
Lokalizacja: Chorzów/Hajduki
Pochwały: 1
Imię: Henryk.
" tym razem do Bośni,"
Tak właśnie myślałem że to będzie następny kierunek. :lol:

_________________
"Jestem śląskie dziecko i Ślązakiem zginę.Kocham śląską ziemię i śląską krainę....."
Juliusz Ligoń.

[*] http://www.youtube.com/watch?v=4Fx4mshinO0 [*]


Góra 
 Zobacz profil  
 
Dodaj do: Dodaj do Gadu-Gadu Dodaj do Grono.net Dodaj do Twitter Dodaj do Blip Dodaj do Flaker Dodaj do Pinger Wypowiedź dla Wykop Wypowiedź dla Facebook Wypowiedź dla Gwar Wypowiedź dla Delicious Wypowiedź dla Digg Wypowiedź dla Google Wypowiedź dla Reddit Wypowiedź dla YahooMyWeb Śledzik Dodaj do Kciuk.pl Dodaj do Spinacz.pl Dodaj do Yam.pl
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
 
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 14 ] 

Strona główna forum » Eksploracja » Inne » Reportaż z podróży


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

 
 

 
Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

[ Time : 0.372s | 14 Queries | GZIP : Off ]